Szczęście- zapewne każda z nas choć raz w życiu zastanawiała się czym jest lub czym może być dla Niej.Te złożone z 9 liter słowo,to chyba najbardziej względne pojęcie w życiu każdego człowieka, śmiem twierdzić, że istnieje tyle rodzajów szczęścia ilu ludzi na świecie.Jedno jest pewne, wszyscy niezależnie od tego kim jesteśmy, jaki jest nasz kolor skóry czy status społeczny nieustannie dążymy do tego by chociaz na moment poczuć napływ endorfin i być zadowolonym ze swojego życia.
Ja, do pewnego momentu w swoim życiu tak samo jak Ty i Ty szukałam szczęścia w zdanym egzaminie, pięknym domu, wielkiej karierze,definiowałam to pojęcie nieustannym pasmem sukcesów i życiem bez trosk. Nigdy nie sądzilam,że ewolucja mojego poczucia szczęścia,przeobrażenie go będzie tak drastyczne...
Będąc "zaawansowaną" nastolatką dążyłam do tego by być w centrum zainteresowania innych,sądziłam, że takie przyziemne wartości(jak te wyżej wymienione) naładują mnie potężną dawką endorfin. Macierzyństwo? Phi, może za 10 lat-myślałam.Wiedziałam natomiast,że coś jest nie tak.Gdzieś głęboko we mnie. Niby chciałam skończyć wymarzone studia i pracować w wydziale dochodzeniowo-śledczym. Niby w każdy weekend spędzałam czas z przyjaciółmi przy drinku, głośnej muzyce bądź oglądając rozgrywki swojej ulubionej drużyny sportowej. Niby miałam chłopaka.Niby byłam szczęśliwa . Nie,nie byłam. Tak mi się tylko wydawało , do momentu w którym poznałam Mateusza,z którym zdecydowałam się iść przez życie po zaledwie dwóch tygodniach znajomości . Wówczas rzuciłam swoje dotychczasowe życie, wyjechałam za granice. Moje poczucie szczęścia przeszło na inny level.Budząc się obok człowieka,który dobrowolnie chce dzielić ze mną życie,być obok w tych dobrych i złych momentach, a tych drugich w naszym związku
było zdecydowanie o wiele więcej niż sielanki. Mimo to wiedziałam jedno-że to jest to czego szukałam,że to ktoś kogo szukałam. Jednak życie we dwójkez biegiem czasu przerodziło się w pewien niedosyt .Nigdy nie pomyślałabym, że prawdziwe szczęście można sobie urodzić! Nie rozumiałam kobiet, które non stop chwalą się swoimi pociechami i uważają je za swój wielki życiowy sukces, do momentu kiedy zaszłam w ciąże,póżniej kiedy pierwszy raz wzięłam swoje 3600gram szczęscia na rączki- i tak,moim bezwarunkowym największym szczęściem w życiu jest moja córeczka, dojrzałam do tego aby moje poczucie szczęścia wyznaczały
trzy uniwersalne wartości:MIŁOŚĆ,RODZINA i ZDROWIE, które wcześniej nie miały dla mnie jakiegoś większego znaczenia.
Teraz szczęście dla mnie to słodki nieśmiały uśmiech na dzień dobry i niesforny grymas na dobranoc, to malutkie rączki, które nieustannie domagają się przytulenia i poczucia bliskości, to próbujący utrzymać równowagę na dwóćh nóżkach tuptuś niedbale wołający: mamamama, ale nie tylko.